Wyprawa do Włoch
Długo myśleliśmy nad tym dokąd wybrać się w te wakacje. Biorąc pod uwagę, że pieniążków nie mieliśmy zbyt dużo (złożyło się na to kilka czynników, kupiliśmy dwa aparaty fotograficzne do studio i odremontowaliśmy dom) zdecydowaliśmy się na autostop - czego nigdy wcześniej nie próbowaliśmy. Kierunek południowe Włochy.
Podróż przez większość drogi głównymi drogami typu national przeszła znakomicie. Widocznie wzbudzaliśmy zaufanie kierowców i nie mieliśmy najmniejszych problemów w złapaniu okazji. Raz jechaliśmy nawet na pace ciężarówki, raz po prostu podwiózł nas na gapę kierowca autobusu. Zdarzało nam się też podróżować wozem drabiniastym ciągniętym przez traktor. Szczęśliwie nigdzie nie musieliśmy szczególnie długo czekać.
Niestety końcowy etap podróży nie był już tak extra. Poruszanie się po prowincjonalnych bezdrożach okazało się nadzwyczaj bardziej skomplikowane niż jazda autostopem autostradami europy. Cały jeden dzień spędziliśmy na pustynnym kamienisku, na którym nie było ani jednego drzewka, ani skały. Jak na złość dopadła nas tam ulewa, a żaden z przejeżdżających kierowców nie miał ochoty żeby zabrać ze sobą przemoczoną parę.
Co by nie powiedzieć okolica, w której mieszkaliśmy była przepiękna, wysokie na kilka pięter klify wyrastały prosto z zatoki. W niedużej odległości od wybrzeża były widoczne postrzępione szczyty gór. Niemniej jednak z naszymi możliwościami finansowymi i brakiem auta mogliśmy co najwyżej pooglądać sobie to z boku. Dotarcie do jakichkolwiek punktów widokowych wymagało użycia auta. Niby wiedzieliśmy, że miejscowość nie jest do końca bezpieczna, ale jakoś nie było na co dzień takiego poczucia, aż pewnego cudownego dnia zostaliśmy jak na westernie napadnięci i okradzeni z plecaka fotograficznego i pieniędzy - pozbyliśmy się naszych ulubionych i kupionych za grube pieniądze aparatu Sony a350 i fachowej lornetki Fuji. To niestety spowodowało, że musieliśmy przedwcześnie wracać do domu i summa sumarum nie możemy tego wyjazdu zaliczyć do udanych.